Views: 35
Miałem bogate życie zawodowe. Jego część przypadała na okres panowania w Polsce komunistów, który był chyba jednym z mniej akceptowalnych okresów w dziejach polskiego narodu. Załapałem się na monet, który był początkiem końca piastowania przez komunistów i lewaków władzy w Polsce. Strajki, narodzenie się „Solidarności”, stan wojenny, okrągły stół. Wiele się wówczas działo w Polsce.
Czasem dochodzę do wniosku, że „okrągły stół” był tylko pretekstem, aby władza jednej ekipy została zastąpiona przez inne. Pozorne działania, drobne kłamstwa i manipulacje społeczeństwem. Dlatego początkowo, przez pierwsze lata wydawało się wszystkim, to znaczy tym świadomym sytuacji przed i po 1989 r. (mam na myśli ludzi dojrzałych wiekowo, emocjonalnie i społecznie), że nastąpi teraz wspaniały etap w życiu naszej Ojczyzny. Jak było i jest widzimy.
Pierwsza praca była ucieczką przed obowiązkową wówczas służbą wojskową. Było ciężko. Na szczęście tuż przed ustanowieniem stanu wojennego udało mi się ją zmienić na pracę w oświacie i kulturze. Niestety marne zarobki zmusiły mnie i moją żonę do pracy na tzw. dwa lub półtorej etatu (często praca do późnych godzin wieczornych oraz w weekendy). Mimo trudnej sytuacji finansowej nie narzekaliśmy a okres ten zaliczyłbym do jednego z ciekawszych i chyba najbardziej owocnych w moim życiu zawodowym. Praca w Pałacu Młodzieży i równocześnie w bibliotece Technikum Łączności nr 1 oraz Zespole szkół Zawodowych przy warszawskiej fabryce pomp była inspirująca i ciekawa. Niestety z powodów, po części politycznych, a po części w obawie o własne bezpieczeństwo musiałem zmienić pracę. W tamtym czasie – a był to początek stanu wojennego – placówkami oświatowe kierowane były przez osoby z klucza, czyli powiązane silnie z komitetem centralnym PZPR. Cóż moje poglądy nie były kompatybilne z poglądami moich przełożonych, co doprowadzało często do konfliktów, które efekcie doprowadziły do konieczności poszukiwania innych zajęć.
Po odejściu z oświaty nastąpił krótki i bardzo ciekawy, a nawet inspirujący okres pracy w spółdzielczości szczebla centralnego i wojewódzkiego. Miałem wówczas szansę zwiedzić ciekawe zakątki naszego kraju w sposób raczej nietypowy dla zwykłego turysty. Poznałem ciekawych i sympatycznych ludzi. Z niektórymi z nich do dziś utrzymuję kontakty. Do takich ciekawszych zdarzeń zaliczyłbym wycieczkę do kopalni węgla kamiennego w Żorach. W sposób niedostępny dla przeciętnego obywatela naszego kraju miałem okazję zjechać 600 metrów w dół, przejść pokładami, gdzie pracowali górnicy. Najtrudniejszym momentem było dosłownie czołganie się pokładem, wzdłuż złoża węgla przy pracującym kombajnie wydobywczym.
Potem był równie ciekawy okres pracy w administracji rządowej (m.in. w GUS, NIK) oraz w charakterze nauczyciela akademickiego, pedagoga szkolnego, bibliotekarza, opiekuna szkolnych sieci komputerowych, czy dyrektora liceum dla dorosłych.
Do niezbyt ciekawych okresów mojej kariery zawodowej, zaliczyłbym ten, gdy pracowałem w Sądzie Okręgowym jako biegły sądowy, w ówczesnym RODK.
Był to najsmutniejszy, najbardziej wyczerpujący psychiczne i intelektualnie moment życia zawodowego. Zapamiętam go do końca życia. Liczne stresy spowodowane charakterem pracy powodowały bezsenność, obniżone nastroje. Do tego dochodził permanentny brak czasu na normalne prywatne życie, realizację swoich zainteresowań. Liczne frustracje wynikające z napastliwości osób badanych, szczególnie ludzi nie radzących sobie w życiu rodzinnym, w relacjach z innymi powodowały znaczne obciążenie systemu nerwowego, skutkujące nie tylko problemami natury psychicznej, ale też dolegliwościami somatycznymi. Ludzi ci za swoją nieporadność, zachowania toksyczne wobec innych, problemy związane z niepowodzeniem w małżeństwie, partnerstwie, rodzicielstwie obarczali wszystkich, tylko nie siebie, czyli m.in., partnerów, biegłych sądowych, sędziów.
Obnażane u tych osobników w czasie badań i potem w opiniach (wnioskach do nich) niekompetencje rodzicielskie, uszczerbki w funkcjonowaniu nie tylko w charakterze rodziców, partnerów, również członków określonej społeczności powodowały agresję, napaść słowną. Zdarzały się pozwy sądowe przeciwko biegłym lub hejt wyrażany na łamach mediów, w tym internetu.
Jeden z takich osobników posunął się nawet do tego, że na założonej przez siebie stronie internetowej (na serwerze znajdującym się poza granicami naszego kraju) w sposób bezwzględny i anonimowy szkalował dobre imię biegłych, nie mając ku temu żadnych podstaw. Człowiek ten, prawdopodobnie o silnie zaburzonej osobowości przedstawiał teksty, dokumenty, fragmentu opinii biegłych, wyrwane z kontekstu. Niestety na skutek ułomnego prawa polskiego w zakresie ścigania przestępstw internetowych wszczęte postępowanie przeciwko portalowi zostało umorzone. Ciekawostką jest to, że osobnik ten twierdził, że jestem byłym agentem SB. Ba nawet przedstawił dokumenty zupełnie innej osoby, choć o tym samym nazwisku. Abstrahuję już od tego, że nigdy nie miałem do czynienia z takimi służbami jakim były ówczesne, komunistyczne służby bezpieczeństwa, to przedstawione dane dotyczyły zupełnie innej osoby: inna data urodzenia widniejąca na dokumencie, inne imiona rodziców, miejsce urodzenia, wykształcenie, nie wspominając o zdjęciu zupełnie innej osoby.
Początkowo usiłowałem zlokalizować serwer i pozyskać informacje o tym osobniku, aby wystąpić przeciwko niemu z pozwem o zniesławienie, naruszenie dóbr osobistych.
Bezowocne były moje poszukiwania. Dlatego też uznałem, że szkoda mojego czasu i zdrowia, aby zajmować się osobą chorą, zapewne o zaburzonej osobowości.
Ostatnie lata kariery zawodowej uznałbym za dosyć ciekawe, choć też nie pozbawione elementów trudnych. Był to powrót do intensywnej pracy z dziećmi i młodzieżą.
Pracując zawodowo i po części już po przejściu na emeryturę zajmowałem się wraz z moją żoną działalnością społeczną. Taką wyjątkową była funkcja sądowego kuratora społecznego. Jednak po wielu latach doszliśmy do wniosku, że nasza ciężka praca w niczym nie przypominająca pracy społecznej, raczej ciężką pracę w wyjątkowo trudnym zawodzie, nie przynosi nam satysfakcji. I to nie z powodu problemów jakie napotykaliśmy w pracy z patologicznymi rodzinami, młodocianymi przestępcami czy rodzinami w potrzebie. Głównie z powodu braku zrozumienia dla naszej pracy ze strony tzw. zawodowców.
