Views: 0
Już, kiedy zbliżały się Święta Wielkanocne 2005 roku Jan Paweł II rzadko wtedy pokazywał się w oknie papieskim i nawet nie wziął czynnego udziału w ostatniej Drodze Krzyżowej. Świat obiegły urywki obrazów z TV pokazujące plecy Papieża przytulającego się do krzyża i kontemplującego. Za pośrednictwem telewizji widzieliśmy człowieka coraz bardziej słabszego, który bardzo cierpiał z powodu swojej choroby. Mniej więcej w tym czasie zaczął coraz częściej bywać w klinice Gemelli. Wierni mimo świadomości, że istniała nieduża szansa, aby JP-2 powrócił do zdrowia wznosili błagalne modlitwy do Boga. Niestety tak się nie stało. Wiele osób, nie tylko w wśród katolików czuwało na modlitwie zarówno przed kliniką jak i przed Bazyliką na placu świętego Piotra. Wszyscy byli skupieni w rozważaniach modlitewnych w intencji Jana Pawła Drugiego.
Nic nie zapowiadało tego, że coś złego się wydarzy w tak duże święto jakim było Święto Miłosierdzia Bożego, które ustanowił nasz Ojciec Święty Jan Paweł II na podstawie przekazu świętej siostry Faustyny, która takie polecenie otrzymała od Pana Jezusa Miłosiernego – jednocześnie dokonując uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu (17.08.2002 r.).
W sobotę 2 kwietnia 2005 roku około godziny 21.15 zadzwoniłem do swojej przyjaciółki Krysi. Mamy z nią taki zwyczaj, że lubimy sobie pogadać późnym wieczorem. Jednak tego wieczoru wydarzyło się coś, co kiedyś i tak by się stało. My jego dzieci tak bardzo go kochaliśmy, myśleliśmy, że On nigdy nie umrze.
Krysia i ja mieliśmy wtedy tylko telefony stacjonarne. Ja swój miałem podłączony w kuchni, gdzie nie widziałem telewizora. Była godzina 21.37 i Krysia mówi do mnie w pewnej chwili „Jacek kończymy papież nie żyje”, a ja znając wcześniejsze sprzeczne komunikaty mówiłem do niej „Krysia może to znów jakaś pomyłka”, a Krysia znowu do mnie „nie Jacek kończymy”. Odłożyłem słuchawkę telefonu, wszedłem do pokoju gościnnego, gdzie jest telewizor i widzę Watykan pogrążony w żałobie, a potem obrazy z reszty świata. Obraz z Watykanu, który utkwił mi w tym czasie jako dziennikarzowi przedstawiał stertę sprzętu audiowizualnego i fotograficznego ułożonego na kilka minut na placu św. Piotra przez dziennikarzy i reporterów. Zrobili to na znak jedności w żałobie. Myślę, że to przekaz ten ukazał, że dziennikarze to też wrażliwi i czujący ludzie a nie jak wielu się wydaje osoby bezduszne.
Właśnie godzinę 21.37 podaje się jako godzinę nie tyle śmierci co Odejścia do Domu Ojca Naszego Papieża. Trzeba przy tym zaznaczyć, że Jan Paweł Drugi nie był tylko naszym papieżem, był człowiekiem, który ogarniał swoimi myślami i modlitwami wszystkich ludzi na całym świecie i to nie tylko katolików, ale też osoby innych wyznań.
Swego rodzaju ewenementem był fakt, że bardzo dużo Polaków wyruszyło do Rzymu na pogrzeb Ojca Świętego a ciekawe jest to, że na miejscu spotkali się wielką życzliwością Włochów, którzy na ten czas zapewnili im nocleg oraz wyżywienie i to wszystko bezpłatnie.
Osobiści nie czułem się na siłach żeby jechać do Rzymu, ale z mojej rodziny pojechała moja rodzona siostra z mężem. Pogrzeb odbył się w dniu 08.04.2005 r. Już kilka dni przed tym terminem wiele osób tak sobie planowało zajęcia, aby móc choć w telewizorze obejrzeć tą podniosłą chwilę. Ja poszedłem krok dalej, mając wcześniej wiedzę, że w Warszawie na placu Piłsudskiego w dniu pogrzebu Ojca Świętego (wieczorem) będzie odprawiona uroczysta Eucharystia, zacząłem się rozglądać, jakbym mógł zdobyć zaproszenie na to wydarzenie. Moje zabiegi w tym zakresie przerosły moje oczekiwania, bo dostałem zaproszenie (do Sektora VIP) na to nabożeństwo podpisane odręcznym podpisem Pana Lecha Kaczyńskiego (mam je w swoich zbiorach). Wtedy jeszcze był Prezydentem Warszawy.
Rok 2010 pięć lat po Odejściu do Domu Ojca JP-2 na początku kwietnia brałem udział jako dziennikarz w Warszawie w różnych uroczystościach papieskich i świątecznych. W piątek 09.04.2005 wieczornym ekspresem z żoną i córką pojechaliśmy na nasze ukochane Święto Miłosierdzia do Krakowa (10.04.2005), gdzie mamy rodzinę i przyjaciół. Byliśmy w tedy niemal gotowi tańczyć z radości po wyjściu z pociągu, bo coraz częściej mówiło się o wyniesieniu na ołtarze JP-2.
Nocowałem u wujka Tadeusza. Była sobota rano 10 kwietnia 2010 roku. Na początku mojej podróży przez Kraków towarzyszył mi Jurek. Około godziny 8.40 pod papieskim oknem w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich na ul. Franciszkańskiej 3, od dziennikarzy Telewizji Kraków dowiedziałem się o strasznej tragedii, mianowicie o Katastrofie pod Smoleńskiem. Byłem w szoku i rozpaczy, tym bardziej, że dowiedziałem się z wiadomości, że zginął w niej Pan Władysław Stasiak podopieczny mojego ojca z czasu, gdy pracował w NIK, to był dobry, empatyczny człowiek o wysokiej kulturze. Kiedy przyjeżdżał do Naszej Instytucji, nawet wtedy, kiedy był prezydenckim ministrem zawsze pytał o mojego ojca i o mnie – nigdy nie stwarzał sztucznego dystansu.
Więcej o tym jak ważne miejsce zajmuje wiara w moim życiu znajdziecie w mojej książce pt. „brat Jacek”. Serdecznie polecam.
brat Jacek – Jacek Kalinowski