Views: 125

Wraz z upływem lat, coraz częściej zarzucam sobie, że za młodu nie zadbałem o utrwalanie, pielęgnowanie historii nie tylko mojej rodziny, ale też związanej z nią historii obszarów Warszawy, w których moja rodzina żyła, mieszkała.

Niestety nie zdążyłem dowiedzieć się wszystkiego od dziadków i mamy. Powodów było kilka. Przede wszystkim ich przedwczesne odejście, moja niedojrzałość, niechęć mojej mamy do rozmów na tematy związane z jej dzieciństwem, wojną. Jedną z takich białych plam z historii mojej rodziny są jej przedwojenne dzieje.

Wiem, że mój dziadek przed wojną (II wojną światową) pracował w warszawskich tramwajach. Podobno jak na tamte czasy zarabiał dobrze. Dziadkowie mieli dwie córki. Moja mama był o rok starsza od swojej siostry. Babcia miała jeszcze jedno dziecko – syna, jednak ten odszedł po narodzinach.

Mieszkali u podnóża warszawskiej Starówki a konkretnie Nowego Miasta (na nowomiejskich błoniach) na ulicy Samborskiej.

Posiadam tylko strzępki informacji mówiące o ich miejscu zamieszkania. Nie wiem w jakim budynku i pod jakim numerem mieszkali, ile budynków usytuowanych było na tej ulicy. Ze strzępków zapamiętanych informacji, podobno 3 lub 4.

Ulica Samborska istnieje od 1770 r. Nazwa pochodzi od rodu Samborskich - warszawskich mieszczan, którzy byli właścicielami okolicznych gruntów.

Już przed wojną ulica należała do jednej z krótszych ulic Warszawy. Była to uliczka odchodząca na wschód od ulicy Przyrynek i biegła do ul. Rybaki

Z biegiem czasu ulica uległa skróceniu do ślepego zaułka. Zabudowa uległa niemal całkowitemu zniszczeniu. Po Powstaniu Warszawskim Niemcy wyburzyli około 200 metrowy pas budynków tuż przy lewym brzegu Wisły. Miało to pomóc w odparciu rzekomego desantu Armii Czerwonej i żołnierzy Berlinga z warszawskiej Pragi. Do tej pory nie udało się w pełni przywrócić tego terenu mieszkańcom. W ten sposób niemiecki najeźdźca odciął lewobrzeżną Warszawę od rzeki. Do dziś Warszawiacy nie zdołali przywrócić kształtu miasta w tym rejonie z okresu z przed wojny.

Wracają jednak do historii ulicy Samborskiej i historii mojej rodziny.

Po upadku Powstania Warszawskiego dziadkowie z córkami wywiezieni zostali do Niemiec na przymusowe roboty. Zresztą tak, jak znaczna liczba Warszawiaków ocalałych po Powstaniu. Wrócili po około 10 miesiącach schorowani, wygłodzeni. Właściwie nie mieli do czego wracać. Ulica Samborska nadal istniała, jednak domy i dom, w którym mieszali – o czym wyżej wspomniałem – był ruiną po niemieckich bombardowaniach i wyburzeniach. Zmuszeni byli zamieszkać na warszawskiej Pradze, na Szmulkach, przy ul. Łochowskiej, w piętrowej kamieniczce, w jednym pokoju połączonym kuchnią. Jednak to już inna historia.

Po wojnie ulica Samborska nadal istniała, choć coraz trudniej było dostrzec jej zarysy poprzez zarastanie dzikimi krzakami oraz zabudowę nowo wytyczonych ulic Burmistrzowskiej i Rajców. Ogrodzona i zapuszczona zniknęła ze świadomości mieszkańców, choć nigdy oficjalnie nie zlikwidowano ulicy.

W 2009 roku pojawił się pomysł rewitalizacji uliczki. We wrześniu przygotowano dwudniową grę miejską, której celem miało być zebranie pomysłów na zagospodarowanie dawnej uliczki. Prace rewitalizacyjne zakończyły się 23 kwietnia 2010 roku, ułożono nowy chodnik, postawiono tablice informujące o historii uliczki. Ulica uważana jest za najkrótszą w Warszawie (obok 25-metrowej ul. Bacciarellego), a nawet w Polsce, ma 22 metry długości i 2,7 metra szerokości.

Obecnie ul. Samborska usytuowana jest pomiędzy posesjami przy ul. Przyrynek 14A i 16, biegnąca na wschód w stronę ul. Rajców (kończy się na podwórku budynku Rajców 11).

Do ciekawostek często pojawiających się w internecie należy poniższa:

„Podobno niegdyś, podczas spaceru ulicą, Fryderyk Chopin wpadł na pomysł skomponowania walca. A jako że ulica (Samborska), jak i spacer były bardzo krótkie, to powstał zaledwie 2-minutowy utwór, znany jako Walc Minutowy Des-Dur.”

Pojawia się też bulwersująca informacja (tekst) znajduje się na tej stronie:

http://www.warszawska.info/srodmiescie/samborska.html

„Ulica... nieco żartobliwie utworzona. Do nikąd nie prowadzi, nie posiada żadnych numerowanych posesji, nie jest przejezdna, a jej kilkunastometrowa długość kończąca się ślepo - nie pretenduje nawet do miana przejścia pieszego. Uroczyście otwarta z udziałem Burmistrza Dzielnicy - po prostu jest i nikomu, i niczemu nie służy.”

Pozostawiam ten tekst bez komentarza.

Marek Zenon Rachowski